Czy chcesz dowiedzieć się jak dalej potoczą się losy Tima? To zostań obserwatorem tej strony i często wchodź. :)









czwartek, 10 maja 2012

Sorry!

Niestety muszę zrobić przerwę w pisaniu. Może długą, a może krótką. Nie mam ostatnio za wiele pomysłów na dalszy ciąg powieści. Może utworzę jeszcze kolejnego blogga. Jeżeli będziecie mieli pomysły na kontynuowanie mej prozy to piszcie w komentach. :(
Założyłam także nowego bloga, oto adres: www.swiatmelisy.blogspot.com

sobota, 5 maja 2012

Rozdział 15 - nowi znajomkowie

Tim obudził się rano ze świadomością, iż nie będzie to dzień jak zawsze. Powoli wstał, pościelił łóżko i ubrał się. Gdy wszystkie swoje codzienne powinności wykonał usiadł spokojnie na łóżeczku wiedząc, że dzisiaj spędzi pierwszą noc w sierocińcu - bez babci, rodzeństwa i niemiłych rodziców. Po chwili namysłu wstał i wziął swój ulubiony, wytarty plecak, wcisnął tam bluzkę i spodnie na zmianę, a także tajemniczy przewodnik, list i szkatułkę od babci. Dodał także ulubiony długopis, notatnik i zdjęcie buni Basi. Było jeszcze trochę luzu w kieszeni plecaka, więc włożył tam jeszcze trampki, aby nie mieć tylko tych "brzydkich" z domu dziecka. Nagle usłyszał głos wchodzenia po schodach. Szli mama oraz tata. Po chwili drzwi jego pokoju zaskrzypiały. W sypialni Tima pojawili się rodzice. Matka podeszła nieśmiało do chłopca i powiedziała poważnym i zarazem głupawym głosem:
- Tim, synu mój nadeszła chwila, w której powinieneś się o czymś dowiedzieć. Będziesz musiał zamieszkać w sierocińcu...
Matka nie zdążyła dokończyć gdyż wściekły Tim nie mógł wytrzymać więc ryknął:
- Czemu ja? Czemu nie inni? Co ja jestem gorszy? Ha! Gdy będę już dorosły odwdzięczę się za waszą troskę!
Rodzice zrobili tylko gest, aby się szybko zebrał i poszedł do samochodu. Tim dopakował szybko MP5 (wynaleźli już wtedy takie urządzenie. Było ono takie jak MP4 tylko dodali aplikację ściągania piosenek z internetu i karaoke - można z lyrics). Chłopak usiadł na tylne miejsce Nissana Navary i ruszyli. Terenowe auto jechało z prędkością 100 na godzinę. W tle "leciało" Gotye "Somebody that I used to know". Przy tej piosence nic się nie liczy - ona daje wszystko. Zajechali przed sierociniec właśnie gdy muzyka ucichła. Tim wyszedł przed budynek, matka odjechała, a ten zadzwonił dzwonkiem. Po dwóch minutach do drzwi podeszła miło wyglądająca pani w długich włosach i zapytała o co chodzi.
- Moi rodzice mają problem z narkotykami. Już nie wytrzymywałem z nimi... A co ja pani będę opowiadał - chciałem zacząć nowe życie - powiedział Tim wiedząc, że rodzice na pewno mieli jakiś inny powód, aby zostawiać go w domu dziecka.
Pani nic nie odpowiedziała. Zapewne rozumiała doskonale niby - powód dla, którego Tim tu trafił. Po chwili szedł już razem z panią. Weszli do dużej sali. Nagle usłyszał za swoimi plecami głos pani:
-Dzieci już, już. Przedstawcie się.
- Cześć, siema jestem Buła- odparł niski, krępy chłopak przypominający przywódcę.
- Hejka - odrzekł chudy, niepozorny chłopina.
Nikogo w sali więcej nie zauważył. Momentalnie usłyszał cichy, słodki głosik z dołu:
- Bobo, Bobo, Bobo, a guuuuuuuuuuuuuuu - był to mały bobas, którego Buła kiedyś nazwał Bobo i tak po prostu zostało.
Mały kimnął po chwili na ziemi, w dogodnym miejscu jak dla malca. Każdy wie, że dobre miejsce dla tak małego dzieciaka może być nawet w śmietniku. Wracając jednak do Tima ten milczał i rejestrował zachowania pozostałych. Ciekawiło go jedno: Jacy się okażą?

sobota, 7 kwietnia 2012

Rozdział 14 - tajemnica

Że biedaczka wyzionęła ducha. Niedługo później przyszli  Liza i Rick. Teraz już wszyscy klęczeli przy babci i nie mogli pogodzić się z jej ŚMIERCIĄ. W powietrzu wisiała przerażająca cisza. Słońce niczym spalona moneta przedzierało się promieniami przez kuchenne okiennice i idealnie rozświetlało bladą i bez wyrazu twarz babci Basi. Chłopiec poczuł dziwne ukłucie w sercu. Gdy cała śmietanka towarzyska poszła już do swych pokoi wydarzyło się coś niezwykłego. Nagle bezwładne ciało buni uniosło się nad ziemią i zamieniło w ciało bielutkiego i uroczego cherubinka. Usta anioła - liliputa otworzyły się i z ledwością wydusiły:
- " Jutro przeczytaj list, jest w moim 10 - wiecznym skarbie."
Tim był ciekaw co to ten skarb i gdzie się skrywa lecz babcia chciała, aby otworzył go jutro.
- No, pewnie przecież babcia Basia musiała wiedzieć o swej śmierci wcześniej, bo miała czas na napisanie listu - rozmyślał chłopak. - Czemu mi o tym nie powiedziała?
Ta ostatnia zagadka wciąż chodziła Timowi po głowie. Zaraz jednak wszystkie jego myśli rozmyły się, gdyż postać aniołka w loczkach znikła. Pozostał tylko wznoszący się wciąż w powietrzu złoty pył. Jakby na znak żałoby orchidea stojąca na parapecie zwiędła, a paląca się żarówka jarzeniówki przepaliła się. Nagle na całym świecie zerwała się burza, we wszystkich morzach i oceanach nastał sztorm i tsunami, a w parze z nim tornado. Przecież bunia Basia nie była nikim wielkim, nikim niezwykłym, chyba zwykłą bunią! Momentalnie z sufitu posypały się płatki róż.
 To nie "Alicja w krainie czarów" - powtarzał sobie w myślach Tim - ty nie jesteś w bajce, wszystko idzie gładko, jak po maśle.
 Chłopak nie wytrzymał i pobiegł czym prędzej do swojego pokoiku. Tam usiadł na łóżku i przeczytał krótki rozdział książki którą dostał od babci - "Margo" - niby dla dziewczyn, ale Timowi zawsze się podobała. Kochał on bowiem fantastykę. Wspomnienia teraz cały czas śmigały w jego mózgownicy. Chociażby to, jak czytał z bunią "Margo". Trochę świat książki pomieszał mu się po chwili z rzeczywistością i nawet stwierdził, że babcię Basię porwała zła Mona Many, która zawiozła go do zamku Zazuzizuzal na wyspie Mururu. Czy to był sen na jawie, czy zwyczajne myśli tego nie wiedział, a już jutro miał nadejść pierwszy dzień bez śniadanka buni!

środa, 4 kwietnia 2012

Rozdział 13 - moc kłopotów

Okazało się, że babeczki działały nie tylko na humorki, ale także na pamięć. Tim niestety zapomniał o wszystkim związanym z postacią żaby. Teraz spał. Jutro miała nadejść sobota, niestety tylko zwykła sobota, bo przecież nie miał już z kim pójść do parku. Następnego dnia wstał, odrobił lekcje i biegiem narzucił na siebie wytarte już sztruksy i śnieżnobiałą t - shirtkę oraz granatowe trampki. Chłopak nie należał do modnisiów, ale zawsze miał w szafie modne ciuchy. Nagle - wracając do Tima - z dołu usłyszał jakieś głosy:
- Dziś wyglądasz okropnie! Różowy, czerwony i jaskrawy. Fuj! - wrzeszczał tata.
- Hmm! Chyba coś śmierdzi - to twoje okropne skarpetki! - odparowała mama.
Od kilku tygodni dzień w dzień kłócili się zażarcie. Doszło to do tego stopnia, stwierdzili, iż zwyczajnie wezmą rozwód. Dziś właśnie miała odbyć się rozprawa. Mama na tę okazję założyła swoją ulubioną, zwiewną suknię, a tata garnitur ze swoją spinką do mankietu za 250zł kupioną w aparcie. Kochał on bowiem mieć modny zegarek, czy drogą, złotą spinkę do mankietu. Timowi i tak było wszystko jedno. Przecież i tak całe życie spędzał z babcią. Bunia Basia była jednak bardzo podenerwowana więc jej ukochany wnuczek musiał parzyć dla niej herbatkę z melisą i podawać obiad w formie zupki w proszku. Gdy chłopiec siedział sobie zmęczony bieganiem i pomaganiem babci i odrabiał zadanie domowe z języka angielskiego pisząc na tablecie nagle usłyszał krzyk:
- Pomocy!!!
Dobiegał on z kuchni. Tim słysząc to pobiegł czym prędzej na dół, a tam zobaczył babcię, która leżała na podłodze... Po prostu UMARŁA... Chłopiec nie był pewny, ale to chyba był zawał serca... Tak. Babcia od zawsze miała problemy z sercem. Ale i tak nie miał pewności... Cóż mógł teraz zrobić? W domu był sam. Nie było w pobliżu też doświadczonego lekarza, a gdyby nawet, nie miał klucza więc nie zostawiłby przecież domu w takim stanie. Łzy napłynęły mu do oczu, a po chwili już jako wielkie krople spływały mu po bladych ze strachu policzkach. Chłopak zwątpił co ma wreszcie począć. [...]  Rodzice Tima wrócili w końcu po rozprawie i zastali Tima płaczącego nad ciałem babci. Sprawdzili czy bije jej serce i okazało się, że...

środa, 14 marca 2012

Rozdział 12 - żaba

Gdy Tim siedział sobie wygodnie na kanapie i słuchał muzyki (Adele była nawet w 2019 roku modna. Stała się ponadczasowa.) zza okna widać było przyklejoną do szyby językiem żabę. Tim nie wiedział o tym. Zaraz wstał żeby spojrzeć na zanikające słońce na horyzoncie. Niestety żaba cudem zniknęła i chłopiec nie miał okazji jej zobaczyć. Była wiosna. Kwiaty już zakwitły. Aż chciało się je zrywać. Tim spojrzał na zegarek. Była godzina 20. 20. To niemożliwe, nikt go nie kocha. JUŻ NIKT!!! Zaraz usłyszał z kuchni wołanie babci:
- Timuś, kotusiu! Zejdź proszę na dół.
Chłopiec ruszył się momentalnie z miejsca. Wydawało mu się, że przecież bunia Basia go wołała, ale w salonie nikogo było. Poszedł zatem do kuchni. A tam... tam zobaczył tylko żabę. Co ona tu robiła? - to pytanie wciąż chodziła mu po głowie. Nagle żaba zmieniła się w BABCIĘ BASIĘ!!!
Babcia wiedziała, iż jest na pewno bardzo przestraszony więc poczęstowała go babeczkami poprawiającymi humorki.

sobota, 10 marca 2012

Rozdział 11 - afera

Złamane serceTim wstał. Niestety był jeszcze niewyspany więc nie zbyt mu było to na rękę. Ale do szkoły trzeba było iść. Zjadł śniadanie, na które miał mozarellę z pomidorem (to co uwielbiał) i parodię kawy, którą właściwie sam zrobił. Dokończył serek i pomidory oraz zimną już inkę. Następnie wsunął piórnik i książki do plecaka i ruszył do "domu strachów" (szkoły). (...) Stanął na chwilę przed budynkiem, poparzył na ceglane ściany "męczerni" do której zaraz miał wejść. Po chwili był już w środku i patrzył aż przyjdzie Natalia. Nagle zobaczył ją daleko. Początkowo był bardzo uradowany, ale gdy zobaczył, że ona całuje się z innym chłopakiem i dodatkowo jej styl ciut się zmienił to zrzedła mu mina. Natalia - jego dziewczyna go zdradzała! Jej to nigdy by oto nie posądzał! Natomiast jej ubiór! Strasznie! Miała na sobie czarne dżinsy, czerwone, lakierowane martensy i czarną koszulkę oraz naszyjnik z trupią czaszką. O nie! To poprostu okropne! Ona spotykała się z Włodkiem! To go już przerastało. Zaraz usłyszał zza swoich pleców drwiny: "Timuś, Timuś! Biedaczysko, patrzy się jak te bezdomne psy z wielkimi oczami!". Zaraz wszyscy w śmiech. Szkoda tylko, że naszego bohatera nikt nie lubił. Zadzwonił dzwonek. Przytruptała do nich Buła i otworzyła zwinnie białe, klasowe drzwiczki. Gdy wszyscy weszli już do środka i usiedli na swoich wygodnych krzesełkach Buła powiedziała iż
mają zanotować: Subject: Animals.
- Dobrze, a teraz Malinka podaj mi proszę jak po angielsku nazywa się żyrafy i nietoperza.
- Yyyy! Proszę pani może mi pani wpisać minusa za to, żę nie umiem odpowiedzieć?
- Świetnie! To nam wychodzi już jedyneczka. Czy pannę Malinkę usatysfakcjonowała pała? Myślę, że nieźle nawet wyszło. Oooo! Średnia wychodzi aż 3.26!!! Brawo, oklaski dla panny Malinki za bardzo dobre wyniki. No to teraz zapytam o to samo możeeeee... Tima! Super.
- No to giraffe i bat.
- Świetnie.
(...) Na następnej lekcji była przyroda. Pani oddała sprawdziany. Wszyscy oprócz Natalii dostali jedynki. Ta klasa nie była dobra ani z przyrody, ani z języka polskiego. Dlatego wszyscy oblali test szóstoklasistów przyrody i spokojnie wyszli ze szkoły. Tim nie chciał już nikogo widzieć więc pobiegł  czym prędzej do domu, aby ustalić z bunią ważne sprawy dotyczące magii póki nie ma rodziców. W domu usiadł na krześle w kuchni i zjadł rosół oraz naleśniczki z powidłami. Następnie poszedł usiąść na kanapie i założył ręce pod ramiona, aby pokazać, że czeka na babcia Basia coś powie.
- Dlaczego byłeś u Mandragory? - zapytała z zaciekawieniem babcia
- Najpierw porwał mnie Kiko, potem zaprowadził do czarodzieja, a tam chcieli mi wyssać wszystkie informacje o nich. Jednak ja się nie dałem i uciekłem do domku Mandragory von Mart, bo był najbliżej i tam przenocowałem. Wieczorem zobaczyłem chyba Kiko, ale był ubrany cały na czarno. Wyglądał jak nietoperz. A potem rano wróciłem do domu i resztę sama już znasz.
- Tak, tak. Goret miał rację. O nie oni już wiedzą! Wysłali również nietoperzy! Niestety Tim musimy iść do pewnego pokoju. Musimy zasymulować grypę. Chodź. Tu masz proszek różany. Musisz pomieszać go z hesbatą i wypić. No, dalej.
- Ok.
Chłopiec wypił magiczną herbatkę i nagle poczuł, że robi mu się źle.
- Nie pójdziesz przez kilka dni do szkoły,bo mam dużo informacji do przekazania. Wiesz sprawy, które niedługo zaistnią. Mam nadzieję, że przeżyjesz te męczarnie będąc chory, ale tylko tak nas nikt nie usłyszy. Dobra, wiem, że jesteś załamany z powodu Natalii, ale mam nadzieję, że w końcu znajdziesz sobie kogoś, a teraz odpocznij i odrób zadania domowe. Porozmawiamy pod wieczór.
- Dobrze. No to idę.
Tim poszedł zatem do pokoju i zaczął słuchać muzyki. Był zły i na wyniki z testu i na Natalię.

niedziela, 26 lutego 2012

Rozdział 10 - Miłosz, czy Kiko?

On! Facet w czarnym płaszczyku, czarnym kapeluszu, czarnych, lakierowanych butach oraz czarnych, przyciemnianych okularach. ON patrzył na Tima dziwnym wzrokiem przez swoje okularki i  miał satysfakcję z tego, że chłopiec się  bał. Niestety nie we wszystkich historiach bohaterowie są odważni. Weźmy więc takiego Timka. Zobaczył nagle dziwną, nieznaną mu postać przyglądającą mu się dziwnym wzrokiem. Nasz Tim po chwili wyparował z pokoju i pobiegł do kuchni czarownicy. Gdy ta zobaczyła go zdyszanego na krętych schodach powiedziała:
 - Koteczku, dlaczego tak biegniesz? Coś strasznego się wydarzyło?
 – T… t… aaa… k! Jakiś nieznany mi człowiek patrzył się na mnie jakby coś strasznego miał na myśli – wydyszał półgłosem chłopak.
 – A jak wyglądał?
 – Miał czarny płaszcz, czarny kapelusz, czarne, lakierowane buty oraz czarne przyciemniane okulary.
 – Oj, mój mały tych ludzi należy unikać. To zwolennicy Tatala. Nie można im wierzyć – to źli ludzie. Poczekaj mój chłopcze. Ja na chwilkę pójdę tylko coś sprawdzić. Tim posłusznie poczekał. Tymczasem czarownica poszła do swojej „norki”. Usiadła na swoim drewnianym, historycznym krzesełku, przysunęła czarodziejską kulę i położyła na niej swoje straszne, zmarszczone dłonie. Nagle zapadła cisza. Słychać było jedynie podmuch wiatru przeszywający mały domek. Momentalnie Mandragora zaczęła mruczeć pod nosem: „Ha, ha, hi, hu, ha, ha, hi, hu”. Coś zaiskrzyło i czarownica spojrzała w kulę. Chciała się upewnić, czy nikt nie czai się przy domku i nie poszukuje biednego chłopaczka. Uff! Nikogo nie było! Zatem Mandragora von Mart  spokojnie odetchnęła. Wyszła z pokoiku i  zasłoniła mosiężne zasłony do tajemniczego pomieszczenia. Za chwilę podeszła do Tima i pogłaskała go swoimi „szponami” po główce mówiąc:
 - Posil się i zaraz wyruszaj, bo babcia z pewnością już za tobą tęskni. Kobieta mimo, że czarownica miała instynkt matczyny. Kto wie może jest „mamuśką”. Jednak my wrócimy do historii Tima, bo o nim przecież mowa. Chłopiec rozumiejąc doskonale Mandragorę zjadł szybko posiłek i podziękował za gościnę. Zaraz był już przed starą „chałupką” czarownicy i biegł hen, hen daleko. Wiedział, że dotrze dopiero wieczorem, ale chciał być na miejscu jak najwcześniej – przy babci Basi. (…) Przybył na miejsce zziajany. Drzwi zastał zamknięte i okna również. Zapukał. Po chwili odezwało się znajome szuranie kapciami – matka Tima szła. Wyjrzała zza wizjera i mruknęła:
 - Ooo! Przyszedł! Nareszcie jesteś! Jesteś taki dziwny! Co żeś robił? Babcia mówiła, że bawiłeś się na dworze, ale gdy wyjrzała przez okno to już ciebie – ty chuliganie – nie było! Co myśmy się       naczekali, a ty nie wracasz i nawet nie przeprosisz. Tim nawet nie zdążył powiedzieć, a już zaczęła się awantura, że nie przeprosił.
– A teraz jeszcze milczysz! – odezwała się mama Tima otwierając drzwi. – Oczywiście ty jesteś nie taki jak inne dzieci. Jesteś rozpuszczony i tak nieodpowiedzialny! Już nigdy nie wyjdziesz z domu po szkole, a jeśli nawet to nikt nie będzie się denerwował. Wszyscy wpuszczą i wypuszczą – krótko. Po co tyle „nadaje” - powiedział w myślach chłopiec. Po chwili wszedł do domku. Babcia siedziała na kuchennym krzesełku i płakała za wnukiem. Reszta rodziny (rzecz jasna oprócz mamy chłopca spała). Bunia objęła czule chłopca i powiedziała, aby udał się spać, a rano porozmawiają. Tim posłusznie poszedł do łazienki. (…) Wszedł do swojego pokoju i usiadł na swoim ukochanym łóżeczku. Za chwilę był już pod kołdrą. Dostał duże zakwasy od biegu, ale mimo wszystko był szczęśliwy, że nic złego się nie stało.  Niestety nie mógł zasnąć, bo wciąż myślał czy ten tajemniczy „gość” to Kiko, czy może np. Miłosz. Po chwili zaśmiał się do siebie. Czemu akurat wybrał to imię. Jednak nasz młody bohater był tak zmęczony przygodą, która go spotkała, że zasnął.


Rozdział 9 - królik doświadczalny

Brodaty „gość” podszedł do Tima, wyciągnął do niego rękę i nagle… Tim zasnął. Kiko zabrał bezwładne ciało chłopca i przeniósł je do pokoju, który wyglądał jak salka szpitalna. Po chwili położył go na leżance i zawołał swojego „Pana”. Czarownik podszedł spokojnie do łóżka i położył rękę na głowie 12 – nastolatka szepcząc coś pod nosem. Następnie rzekł:
 - „Travilus – cumulus”. Natychmiast nad głową Tima pojawiła się ogromna, niebieska łuna. Starzec kiwnął głową w stronę Kiko i powiedział:
 - Miałeś rację. On o wszystkim wie, a ci „głupcy” (mieszkańcy Umpagampasji) piszą o nas jako bezimienni. Tak myślałem BESZCZELNOŚĆ!!! Zaraz wyczyścimy ten mały „móżdżek” chłopaka. Podaj szczyptę soli z Travilusa. Zobacz, a nie mówiłem, że taki dzieciak to się nie ochroni!
– „Panie” oto sól z Travilusa.
  – Dziękuję, myślę, że to powinno wystarczyć. Za dużo też nie można podać, bo to może spowodować duży zamęt w jego umyśle. Właśnie brodacz miał nasypać tej dziwnej mieszanki soli z Travilusem gdy chłopiec się zbudził i zobaczył jaki rytuał ma powstać nad jego głową, przestraszył się i wybiegł z „salki szpitalnej”. Czarownik wściekł się nie lada i wybiegł pędem (jak na swoje lata, bo miał 102 na karku). Tim pędził co sił w nogach, a trzeba powiedzieć, że był mistrzem w bieganiu. Wygrał nawet raz konkurs w bieganiu (krajowy). Nagle w oddali zobaczył małą chatkę. Stwierdził, że pobiegnie tam i przenocuje, a rano wróci do domu. Wiedział, że bunia Basia będzie się denerwowała, ale na pewno go zrozumie. W takiej sytuacji! Po dziesięciu minutach dobiegł do celu. Chata wyglądała na opuszczoną, ale z małego kominka tlił się jeszcze ogień. Mogły być dwie wersje wydarzeń: Primo; Ktoś nie lubi mieć za ciepło w domku, Secundo; Niedawno opuścił domostwo. Czarownika widać było już niedaleko. Nie miał czasu na zastanowienie. Zapukał. Usłyszał ciche stukanie obcasów. Otworzyła mu staruszka, a raczej czarownica. Tim nieśmiało zapytał:
 - Czy mógłbym u pani przenocować? To pilna sprawa! Proszę! Stara czarownica zrozumiała go i zaprowadziła do miłego wbrew pozorom domku. Zaraz wskazała swoimi długimi, brudnymi pazurami łóżko i Tim nie mogąc już wytrzymać ze zmęczenia zasnął(…). Rano gdy się obudził nie mógł przypomnieć sobie dlaczego przebywa w tym domku i w dodatku śpi na czyimś łóżku. Po chwili przyszła staruszka niosąc szklankę mleka i ciasteczka. Chłopiec momentalnie przypomniał sobie wcześniejsze wydarzenia. Przeleciały one przez jego głowę jak błyskawica. Nagle ocknął się i przywitał:
 - Dzień dobry.
 – Dobry? Wcale nie dobry! Raczej paskudny! A teraz wstawaj i jedz śniadanie. Masz szczęście, że akurat miałam coś w zapasie, bo zwykle mam tylko wystarczającą porcję dla siebie.
 – Dziękuję, a jak pani ma na imię?
 – Mnie pytasz?! Po co ci ta wiadomość? Jestem przecież tylko ohydną i brzydką wiedźmą. Dobrze, jak już pytasz to odpowiem. Zwą mnie Mandragora (jak taka roślina). Posil się więc i przyjdź. Porozmawiamy. Chłopiec sięgnął po szklankę mleka i obrócił się, aby zobaczyć widoki z okna. Zerknął i… cały zesztywniał, pobladł! Zdołał wyksztusić tylko: - Po… po… mmmm… ocy! Zaraz poczuł czyjś oddech na karku. To był…

sobota, 4 lutego 2012

Rozdział 8 - wilk i czarodziej

Zobaczył ogromnego, czarnego zwierza. Tym zwierzęciem był wilk o kruczo czarnej sierści. Leśny pies podbiegł do chłopca i zapytał:
- Chłopcze, co teraz robisz, o takiej porze? Może coś kopiesz?
- Nie, nic. Teraz przyszedłem tu, aby odetchnąć po męczącym dniu w szkole - skłamał Tim.
- A co ukrywasz za plecami? - zapytał chytrze wilk.
- Mam telefon. Właśnie pisałem wiadomość do mojej dziewczyny - odparł nasz bohater.
- Aha. Wiesz co ja jestem Kiko. Jeżeli chcesz to możesz się ze mną zaprzyjaźnić - odrzekł przymilnie zwierz.
- Yyyy! To super. Jestem bardzo uradowany.
- Wiesz, gdybyś poznał jakiś ludzi, którzy nazywają się mieszkańcami Umpagampasji nigdy ich nie słuchaj - pod żadnym pozorem nie wykonuj ich poleceń. Jeżeli jednak ich spotkasz i wdasz się z nimi w rozmowę to na pewno usłyszysz, że mnie krytykują. Nie słuchaj ich, bo oni są źli i mogą zrobić ci krzywdę. Dobrze to ja już kończę i idę do mojego domu w lesie.
Jednak wilk zamiast zawrócić do lasu ruszył w kierunku tylnej części drzewa i... naskoczył na Tima z tyłu. Chłopiec padł na trawę jak długi. Leżał na plecach i czuł okropny oddech zwierza. Po chwili był już nieprzytomny.
Obudził się dopiero następnego dnia. Zaspany powoli rozchylił powieki i zobaczył, że nie leży już na trawie pod drzewem przed domem tylko w grocie z kamienia. Chłopiec pamiętał wszystko do momentu, gdy wilk naskoczył na niego.
Tak naprawdę zły wilk przytargał go do groty w lesie i zostawił na noc. Pytanie tylko jedno: Po co go tam zaniósł?
Chłopiec tym czasem przyglądał się jak wygląda grota. Po dwóch minutach stwierdził, że ktoś kto tu mieszka lubi czary (jeżeli coś takiego istnieje). Widać było, że jest to człowiek, który nie dba o porządek i czystość mieszkanka (tak to nazwę, bo była to dosłownie mysia nora). Tim z zaskoczeniem przyglądał się freskom, które przedstawiały jakieś historie. Przypominały one trochę komiksy tylko, że przedstawiały magiczne sytuacje.
Nagle nasz bohater usłyszał jakieś głosy i natychmiast udał, że śpi.
- Nadal śpi, widzisz? Po coś ty go tu przyprowadził? Żeby leżał? - powiedział staruszek z długą brodą.
- Przecież wiesz, że nie mam wpływu kiedy się obudzi - odparł drugi osobnik w czerwonej masce.
- To zrób coś. Masz go natychmiast obudzić! - odrzekł staruszek - dalej Kiko.
Następnie Kiko podszedł do mnie i z całej siły poszturchnął mnie.
- Aaaaaaaaaaaaa! - wrzasnął Tim.
- No widzisz "szefuniu" obudziłem chłopaczka.
Mhhhhhhhhhhhhhhh. Pamiętam, że znam kogoś kto ma na imię Kiko - pomyślałem - zaraz, zaraz czy to nie był ten wilk, którego poznałem w lesie? Tak to on. Pewnie zmienił się w człowieka. Wszystko dzieje się tak, jak mówili mieszkańcy Umpagampasji.
- Mały - usłyszałem głos za plecami.
- Co? - opowiedziałem.
- Czy nie mógł byś wstać i przywitać się z nami? - odpowiedział brodacz.
- Mogę, ale nie chce.
- Uuuuuuuu! Odważny chłopaczek!
- Może i tak.
- Dobra mniejsza o to. Czy chcesz coś zjeść?
- Tato! - krzyknął Kiko.
- Przepraszam - odparł brodacz.
Po czym poszedł wraz z Kiko na naradę. nasz nastoletni bohater spojrzał na zegarek, aby upewnić się, która godzina. Była 21:21. Zegar od wyjścia Tima przesunął się tylko o minutę. Nagle usłyszał dochodzące głosy. Na tę wieść Timowi zmroziło krew w żyłach.

wtorek, 31 stycznia 2012

Rozdział 7 - spotkanie i zadanie

Po jakimś czasie przyszedł kelner. Tim zamówił wedle życzenia Natalii i swojego dania - naleśniki z polewą czekoladową i herbatą (dla Natalii) i naleśniki z domowymi powidłami i inką (dla siebie). Po dziesięciu minutach dania zostały podane. Tim i Natalia z apetytem zjedli swoje posiłki. W końcu nastąpił punkt kulminacyjny wieczoruChłopiec w odpowiednim momencie zaczerpnął powietrza i powiedział:
- Czy chciałabyś... yy zostać moja dziewczyną?
- Taaaaaaaaaaaaaaaaaaak!!! - Wykrzyknęła Natalia.
Podeszła do uradowanego Tima i cmoknęła go delikatnie w policzek, a on zarumienił się. Jeszcze nigdy żadna dziewczyna go nie pocałowała. Po chwili Natalia usiadła już na swoim miejscu. Następnie wypili planowanego wcześniej przez Tima dziecięcego szampana.
Pod wieczór Tim odprowadził Natalię do domu i później wysłał jej miłego smsa. Gdy wrócił do domu odrobił zadanie domowe i poszedł zobaczyć się z babcią.
- Cześć wnusiu! - powiedziała uradowana staruszka widząc Tima.
- Hej buniu! - odrzekł Tim. - Chciałem właśnie dzisiaj przy tobie otworzyć  znalezioną przed kilku laty szkatułkę.
- Dobrze, zatem otwieraj. - odparła po chwili namysłu bunia Basia.
Tim postawił szkatułkę na bardzo starej z wieloma ozdobami komodzie babci. Następnie wyjął kluczyk i wsadził do specjalnej dziurki. Westchnął i pochwili przekręcił kluczyk. Powoli otworzył wieko pudełka. W środku zobaczył jakiś przedmiot owinięty papierem i owiązany rafią. Odwiązał malutką kokardkę i zobaczył...mały zwinięty papierek, troszkę pożółkły. Rozwinął karteczkę i zobaczył kolejny list zaadresowany do niego. Po chwili przeczytał na głos, aby babcia również o wszystkim wiedziała:
"Drogi Timie!
To my znów piszemy. Chcielibyśmy powiedzieć, że pewnie niedługo zaczną się Twoje przygody. Dobre i złe. Mamy nadzieję, że domyślasz się kto pisze. Pewnie już od jutra zaczną przytrafiać Ci się różne nie miłe rzeczy. Mamy nadzieję, że nadal chcesz nam pomagać. Idź pod najbliższe drzewo w ogrodzie i zacznij kopać dziurę znajdziesz tam wskazówek kilka mamy nadzieję, że nie spotkasz wilka. Po przeczytaniu naszej wiadomości natychmiast ją spal w kominku lub na ognisku.
                                                                                                                          Do zobaczenia,
                                                                                                                        Twoi znajomkowie

Tim po przeczytaniu listu był tak zaciekawiony, że mimo późnej godziny poszedł do kominka i spalił list od (rzecz jasna) Umpagampasów. Wyszedł na dwór przed najbliższe drzewo i uklęknął przed nim z wielką łopatą. Już miał zacząć kopać gdy przypomniało mu się, że musi uważać na groźnego wilka. Powoli jak gdyby nigdy nic okręcił się i zobaczył...

sobota, 28 stycznia 2012

Rozdział 6 - działanie

Nagle budzik zadzwonił. Była 7:30. Chłopiec wstawał do szkoły zawsze o 7:30. Lekcje zaczynały się natomiast o 8:30. Do szkoły miał zaledwie 5 minut, ale i tak wolał być wcześniej i czekać pod salą.
Babcia dzisiaj na śniadanie zrobiła Timowi "kulki" z mlekiem  (płatki z mlekiem).Chłopiec zjadł z apetytem babcine śniadanko, ubrał się, umył i sprawdził czy ma wszystkie książki do szkoły. Miał! A więc dał całusa buni Basi w policzek i wyszedł. Dziś był bardzo zadowolony, bo zaprosił Natalię do restauracji. To właściwie była jego pierwsza randka, a Natalia była tylko teoretycznie jego dziewczyną. Miał właśnie dziś zapytać czy zostanie jego miłością. Zatem jak już mówiłam maszerował sobie właśnie do szkoły. W końcu doszedł do wysokiego budynku z czterema piętrami i żółtymi ścianami. Był to gmach szkoły. Timowi szkoła z zewnętrznej części się nawet podobała, ale od środka było to koszmarne miejsce. Wszystko kojarzyło się z zadaniami domowymi, sprawdzianami, kartkówkami i nauką bezsensownych przedmiotów. Najlepszym przedmiotem jest alchemia. Ale przecież w szkołach nie ma takiego przedmiotu. Tim wiedział o alchemii jedynie z książek, ale wiedział, że na pewno w jakimś kraju wykładają alchemię.
W końcu musiał wejść do tego odrażającego budynku, pójść pod salę i usiąść pod ścianą. Po chwili wyjął swój tajemniczy przewodnik i jeszcze raz prześledził dokładnie tekst listu. Zajrzał z tyłu przewodnika, ponieważ tak wyczytał właśnie w wademekum, a tam zobaczył mały różowy, połyskujący kluczyk, który z treści wynikało miał otwierać szkatułkę znalezioną kilka lat temu. Dzwonek zadzwonił. Chłopiec wsunął w małą kieszeń z przodu plecaka przewodnik i stanął za resztą innych uczniów. Pierwszą lekcją miał być polski. Po pięciu minutach przybiegła pani Pączuś. Otworzyła w pośpiechu klasę i zostawiła uczniów na minutę samych. Dzieci rozłożyły książki na ławkach i usiadły. Po chwili wróciła pani Pączuś - biegnąc na kilkucentymetrowych szpilkach. Dotarła w końcu zziajana do sali i stanęła przy biurku. Przywitała się z uczniami i usiadła wygodnie w mięciutkim fotelu.
- Proszę zapisać - powiedziała nagle - lekcja, temat: Co to opowiadanie - przypomnienie.
Wszyscy zapisali posłusznie w zeszytach . Wszyscy, tylko nie Tim. W tym czasie chłopiec siedział i patrzył w sufit. Miał mieszane uczucia. Był bardzo ciekawy co się stanie po otworzeniu szkatułki i zestresowany czy uda mu się pierwsze spotkanie z Natalią.
Nagle wszystkie jego myśli rozlały się. Usłyszał surowy głos pani Pączuś:
- Kochany Timku dlaczego nie masz zapisanego tematu w zeszycie?
Biedny Tim nie wiedział co odpowiedzieć więc siedział cicho. Nagle usłyszał cichy, szyderczy śmiech za swoimi plecami. To był Włodek. Tim nie cierpiał Włodka, a czasem wręcz nienawidził!!! Włodek był pierwszym, który stwierdził, że Tim jest inny, dziwny. Od tamtej pory prawie wszyscy trzymają się jego opinii, a ponad to twierdzą, że jest on przywódcą całej podstawówki. Cieszy się on ogromną chwałą. Powstały nawet blogi na temat jaki on jest mądry i życzliwy dla wszystkich.
Tim znów usłyszał surowy głos pani Pączuś:
- Odpowiesz mi wreszcie na pytanie niemowo?
Dzięki Timowi, który nie odpowiadał na pytania skończyła się lekcja. Wszyscy schowali podręczniki od polskiego. Później chłopiec miał jeszcze kilka lekcji. Po szkole szedł prosto po Natalię do równoległej klasy. Wszyscy byłi pod ogromnym wrażeniem, że ta ofira losu Tim znalazł sobie tak piękną dziewczynę jak Natalia.
Chłopiec wynajął limuzynę i spod szkoły pojechali do restauracji. Wszystko: restauracja, limuzyna i kolacja. Za to zapłacił sam Tim ze swoich oszczędności. Na tą chwilę czekał już od roku. Wreszcie dojechali do restauracji i zajęli miejsca. Czekali na kelnera wpatrując się sobie w oczy.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Rozdział 5 - przewodnik i list

Gdy do sali zapukała pani Pączuś - grubiutka kobitka, która uczyła klasę Tima języka polskiego i przerwała lekcje ogłaszając apel.
Ach apel gdyby nie on to Tim pewnie siedziałby już na niskim taboreciku z czapeczką z napisem: "Osioł". Był dłużny pani profesor. Rzecz jasna czego nie powiedział Jej samej, bo ona doniosłaby Świecy i miałby zepsuty weekend. Nie mógł zaplanować piątku inaczej, ponieważ umówił się z Natalią. Tym bardziej, że zaprosił ją do bardzo drogiej restauracji. Miejsca zarezerwował już w zeszłym miesiącu. Na szczęście piątek miał nastąpić jutro więc miał trochę czasu, aby porozmawiać z babcią.
Jednak na razie musiał maszerować wraz z całą klasą na apel, który odbywał się w sali gimnastycznej. W niej była super akustyka. Po co jednak była akustyka jak przecież wykład był strasznie nudny. W szkole Tima co jakiś czas odbywały się apele naukowe i wszyscy uczniowie obowiązkowo musieli na nie chodzić!!! Ale nasz bohater nie miał nic przeciwko. Wolał mieć nudny apel niż lekcje z panną Świecą. Przynajmniej na apelu mógł sobie smsować z babcią. Tam był taki pogłos, że nie było słychać nawet gdy przyszła wiadomość. Chłopiec wyjął z kieszeni iPhona7 i szybko sprawdził wiadomość. Babcia w odpowiedzi na jego smsa napisała: "Kochany wnusiu! To bardzo interesująca sprawa. Rzeczywiście, jak myślałam nie cierpiąca zwłoki. Wiesz co, coś wiem na ten temat. Wszystkie ważne sprawy omówimy po szkole. A teraz nie pisz za dużo, bo musisz uważać na lekcji. Całuję, babcia."
Chłopiec włożył komórkę do kieszeni. Był tym tak podekscytowany, że rozłożył się wygodnie na krześle i zaczął rozmyślać. Nawet nie spostrzegł się kiedy zasnął...
Nie wiadomo ile spał. Gdy obudził się siedział na tym samym krześle, w tej samej sali tylko, że nikogo nie było poza nim i przerażoną panią sprzątaczką. Stara, opyziała staruszka patrzyła na niego, a w oczach miała przerażenie.
- Gdzie się wszyscy podziali? - zapytał oniemiałą ze zdziwienia staruszkę.
- Jacy wszyscy? - dopytywała staruszka.
- Wszyscy uczniowie, którzy byli na apelu - odpowiedział Tim.
- Jak to gdzie? Dwie godziny temu poszli do domu - odparła z coraz większym zdziwieniem.
Ja nie mogę! Przespałem cały apel. Pewnie babcia wysłała już ze 100 smsów. Wyjął z kieszeni komórkę i wyświetlił wszystkie smsy. Babcia napisała ich 120 w ciągu dwóch godzin. Nie rozumiał tylko po co kilkadziesiąt razy napisała ten sam tekst zamiast wysłać wiadomość 120 razy - myślał sobie Tim.
Szybko wyszedł z sali przebrał się i poszedł czym prędzej do domu. Babcia zapewne denerwowała się gdzie on przebywa. Gdy dotarł do domu zobaczył zapłakaną babcię i powiedział, że bardzo przeprasza, ale przysnęło mu się na apelu. Wtedy babcia roześmiała się do rozpuku i powiedziała, że i jej zdarzało się przysnąć na lekcjach i przyjść później do domu. Babcia Basia zaraz nalała Timowi zupy pomidorowej do miski i kazała zjeść. Tim choć nie głodny musiał zjeść wszystko, bo u babci zawsze trzeba zjeść cały obiad do końca. Gdy zjadł już całą swoja porcję babcia i wnuk usiedli na kanapie i wtedy Tim wyjął przewodnik i podał go babci Basi. Ta przejrzała uważnie mosiężną księgę i chwilę się zastanowiła. Ta książka była jej bardzo znana. Kiedyś jej mąż Jerzy, który już nie żył i też znalazł identyczną księgę. To oznaczało tylko jedno. Teraz Tim miał przeżyć przygodą swojego życia. Babcia zamierzała dać wnukowi parę wskazówek, ale wszystkiego nie mówić. Szkoda tylko, że w księdze nastąpiła zamiana. Niektóre rzeczy różniły się.
- A więc mój wnusiu dziś chciałabym przekazać tobie ogromną wiedzę na temat przewodnika. Ten oto przewodnik nie jest zwykłym wademekum. On opowiada dzieje, mapy i historię pewnej krainy imieniem "Umpagampasja". Teraz ty jesteś bohaterem i jedyną nadzieją tej krainy. Będziesz musiał wszystko robić tak jak pisze w listach i będą podpowiadać ci różne stworzenia. Więcej natomiast dowiesz się z listu, który jest na pierwszej stronie przewodnika - to powiedziawszy babcia podała wnukowi księgę.
Tim otworzył okładkę książki i zobaczył w środku zaadresowany właśnie do niego. Otworzył go i przeczytał:"Witaj nasz bohaterze Timie Nowell!
Chcielibyśmy poprosić ciebie abyś uratował naszą krainę przed złym władcą Umpagumpasem, który strącił z tronu naszego poczciwego króla Umpagampasa i ukrył gdzieś hen, hen daleko. Mamy nadzieję, że nam jak najprędzej pomożesz. Następne wskazówki znajdziesz w skrzyni, którą przed wielu, wielu laty próbowałeś otworzyć. Kluczyk znajduje się z tyłu przewodnika. Ale pamiętaj nie możesz nigdy zadawać się z istotami, które pytają ciebie; czy pomóc ci troszkę. Mają one krzywe zęby, umieją przemieniać się prawie we wszystko i kochają wszystko co się złoci.
                                                                                                       Mieszkańcy Umpagampasji.:) 

List był wielką zagadką, ale musiał poczekać do jutra, bo zaraz zbliżała się pora snu.

Rozdział 4 - tajemniczy przewodnik

Minęło wiele czasu od odnalezienia tajemniczej szkatułki i galeona. Od tamtego czasu Tim poszukiwał we wszystkich możliwych źródłach informacji o galeonach. Niestety nic nie mógł znaleźć. Był już rok 2019. Wszystkie poprzednie lata minęły strasznie szybko. Nic niezwykłego się nie wydarzyło. Teraz Tim miał 12 lat, dziewczynę Natalię no i oczywiście swoją babcię Basię, która i tak super się trzymała zważywszy na to, że miała już 71 lat na karku. Pewnego dnia gdy Tim otwierał swoją szafkę szkolną (wszystkie szafki w szkole były na kod) zobaczył w niej coś bardzo dziwnego. Na jednej z półeczek leżała paczka zaadresowana właśnie do niego. To dziwne! Nikt nigdy nic nie pisał do Tima. Zaskoczony odwiązał dużą kokardę i otworzył wieko pudełka, a w środku była książka. Z zaciekawieniem przeczytał tytuł: "Przewodnik po...". Więcej nie było widać. Ostatni wyraz był zamazany. Zadzwonił dzwonek, Tim odłożył przewodnik, zamknął szafkę i poszedł na lekcje. Teraz miała być HISTORIA! Pięta achillesowa Tima. Mimo to lekcja była nudna i jak na Tima strasznie prosta. Pani Małgorzata Świeca zadała im dwie strony w ćwiczeniach. Chłopiec nabazgrał coś w zeszycie ćwiczeń i zamknął książkę. Pani wybierała różnych uczniów do odpowiedzi ustnych, a naszego Tima nie obchodziła pani. Teraz myślał jak to się stało, że książka znalazła się dziwnym trafem u niego w szafie. Wiedział, że musi poinformować o tym natychmiast bunię Basię. Ukradkiem wyjął telefon (iPhona7 - w 2019 był już taki tylko, że mówiło się co komórka ma robić) i po cichu powiedział, aby komórka zapisała wiadomość: "Cześć! Dziś w szkolnej szafce znalazłem dziwny prezent - PRZEWODNIK PO... - dalej było zamazane. Jak wiesz co to jest to odpisz jak najszybciej. Pa, całuję". Tim wsunął iPhona7 do starego plecaka (jeszcze po swoim tacie) i usiadł wyprostowany wpatrując się co ta (głupia) pani notuje na tablicy i nie starając się w ogóle przepisał do zeszytu. Nagle rozległ się jakiś głos: Masz wiadomość - pisze babcia Basia.
Ale kicha! Zapomniałem wyłączyć głosu. Zaraz pewnie Świeca posadzi mnie przed całą klasą i włoży mi na głowę czapeczkę z napisem: "Osioł". Już raz tak miałem, ale to nic. Zachowam się jak bym naprawdę nie pisał sms. Tim, Blacha (to takie hasełko 2019 roku, co oznacza spoko).
Nagle Świeca odwróciła się od tablicy i zaczęła łypać swoimi wielkimi gałami po sali i już miała coś powiedzieć gdy...

czwartek, 19 stycznia 2012

Rozdział 3 - tajemnica galeona

Chłopiec wraz ze swoją babcią weszli właśnie do domku i usiedli w salonie na kanapie. Babcia odkaszlnęła.
- A więc tak mój drogi wnusiu chciałabym przekazać ci coś o czym niektóre osoby nie powinny się dowiedzieć. Otóż w naszym domu znajdują się magiczne wrota i różne magiczne przedmioty - babcia zaczęła rozpoczynając od łagodniejszej części rozmowy (właściwie monologu).
Chłopiec był oniemiały ze zdziwienia. Przecież wiele razy cała rodzina powtarzała mu o tym, że magia nie istnieje. Wolał jednak wysłuchać buni Basi i nie przerywać jej w przemowie. Tak więc uzbroił się w cierpliwość.
- Nie miałam odwagi powiedzieć ci tego wcześniej i to przy całej rodzinie, bo oni sądzą, że to co ja mówię to tylko kłamstwo. Tak więc już powiedziałam u nas w domu są magiczne wrota. Jednak nie wszyscy mogą wchodzić do tych drzwi. Te wszystkie historie, które tobie chcę właśnie opowiedzieć są przekazywane z pokolenia na pokolenie, ale z rodzeństwa zawsze wybiera się najsprytniejszego lub najsprytniejszą. Ja byłam ostatnią, a teraz wybrałam ciebie na następce - ciągnęła dalej babcia.
- Ja następcą ciebie?!
- Tak. Przecież tylko ty wysłuchujesz mnie uważnie i wierzysz mi w to co mówię. Dobra to zaraz pokarzę tobie klucze do drzwi.
Po czym otworzyła małą szufladkę w kredensie obok i wyjęła z niej małą szkatułeczkę zamykaną na kłódkę. Wyjęła ze spodni mały, różowy kluczyk i odkluczyła małe pudełeczko. W środku były trzy klucze. Jeden z liczbą 10, drugi z cyfrą 1 i trzeci z cyfrą 11.
- Tymi kluczami otwierasz wrota, w pewien przedziwny sposób, który sam musisz odgadnąć. Dalej poradzisz sobie sam. Powodzenia! - powiedziała z zadowoleniem babcia.
- Jak to mam zaczynać już teraz? Przecież nic nie wiem po za wrotami i trzema kluczami.
- Reszty dowiesz się gdy otworzysz wrota.
- Ale ja nie wiem w jaki sposób otworzyć te magiczne drzwi?
- Jesteś ambitny więc sobie poradzisz.
Poradzisz sobie! Też mi słowa! Czy ten gostek, który wymyślił te wrota nie mógł skonstruować łatwiejszego mechanizmu otwierania drzwi. No, ale przecież ten gość napewno już nie żył. Uwielbiam te wszystkie fantastyczne historie, ale one zawsze dobrze się kończą, a te jest realna więc dobrze skończyć się nie musi! - myślał sobie mały Timek. -  On wyrusza w wielką przygodę, a pojutrze odbywają się jego 6 urodziny. Z resztą nie ważne!
Zabrał się więc do roboty. Najpierw usiadł wygodnie przy stole, rozłożył klucze, które dostał od babci. Bunia zostawiła Tima na chwilę samego. Chłopiec zastanawiał się nad tym co zrobić. Stwierdził, że klucze ułożone mogą być według wartości. Sprawdził na wrotach i ...
Nie wyszło! A może od największej do najmniejszej? Nie, to też nie pasowało. Przecież musiało być na to jakieś sensowne rozwiązanie. A w sumie po co, przecież to miała chyba być fantastyczna przygoda. Spróbował więc ułożyć taki szyk: 11, 1, 10. Sprawdził, czy działa i ... działało!:) Chłopiec otworzył wrota, a tam była zamknięta szkatułka i jeden GALEON.


wtorek, 17 stycznia 2012

Rozdział 2 - początek przygody

Gdy tak nasz mały bohater leżał sobie na mięciutkiej, świeżej trawce liżąc lizaka wyobrażał sobie, że chmury mają różne przedziwne kształty. Rozmarzył się. Myślał o tym, że może kiedyś cudem wejdzie przez tajemnicze przejście do przepięknej krainy, w której wszystkie jego marzenia się spełniają, a babcia jest mądrą i rozsądną królową fantastycznego świata. Wtedy, gdy o tym tak rozmyślał obok niego pojawiła się jakaś istota, a była to babcia Basia, której Tim nie zauważył w pierwszym momencie. Babcia widząc szczęśliwego wnuka usiadła obok, by zapytać co sprawiło, że na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
- Tim co sprawiło, że jesteś taki wesoły? - zapytała babcia.
- Patrząc w niebo wyobrażam sobie, że te chmury to jakieś dziwne kształty, a mnie kiedyś czeka wielka przygoda w dalekiej krainie. A ty ... ty będziesz najmądrzejszą i najrozsądniejszą królową na świecie - odpowiedział przejęty Tim.
Babci mógł powiedzieć o wszystkim. Nie mamie, nie tacie, nie rodzeństwu. Tylko jego babci Basi! Tim zawsze uważał, że jego babcia jest czarodziejką, ale to przecież nierealne żeby ktoś był czarodziejem, czy czarodziejką.
- Tim, przyszłam tu właściwie po to, aby powiedzieć ci coś bardzo ważnego. Myślę, że jesteś na tyle duży, abyś mógł już o tym się dowiedzieć. Czy jesteś na to gotowy?
Tim zastanawiał się. Właściwie wszyscy uważali go za niedojrzałego, małego chłopca prócz babci. To akurat było najmniej ważne, bo zżerała go straszna ciekawość co też babcia ma mu do przekazania. To drugie było jednak silniejsze od niego.
- Jestem gotowy! - odpowiedział odważnie po chwili namysłu.
- Dobrze zatem musimy najpierw pójść do domu, bo tego nie może usłyszeć nikt oprócz ciebie, Tim - odparła babcia Basia.
Chłopiec był z siebie bardzo zadowolony. Najbardziej podobało mu się to, że babcia powiedziała, że nikt oprócz niego nie może tego usłyszeć. Czyżby był aż tak ważny, aby ta wiadomość została przekazana tylko jemu? Na to pytanie przez dłuższy czas próbował znaleźć odpowiedź.


Rozdział 1 - historia Tima i rodziny

Tim Nowell urodził się 14 czerwca 2007 roku w Jarocinie, w domu, na ulicy Kusocińskiego 32. Z resztą cały czas tam mieszkał. Nie chodził do przedszkola. Opiekowała się nim babcia Basia mająca 64 lata. Kochała swojego wnusia najbardziej ze wszystkich wnuków, ale nie zdradzała tego nikomu zważywszy na to, że miała ona 4 wnucząt. Byli to: Tim, Liza (8 lat), Rick (12 lat) i Kostek (18 lat). Kostek niedawno wyprowadził się do dziewczyny, Liza i Rick chodzili do szkoły, a Tim siedział z babcią w domu. Natomiast mama tej gromadki (córka babci Basi) Zuzanna Nowell pracowała jako cukiernik, a tata Joe Nowell był górnikiem. Rodzice Tima zawsze mu powtarzali, że kochają go nad życie jednak Tim wiedział, że jest "czarną owcą" rodziny. Nie tylko obcy tak uważali, rodzinę również nie obchodził los Tima. Jedynie babci Basi głowa była w tym, aby wychować Timka na dorosłego, mężnego i odpowiedzialnego mężczyznę. Zadaniem rodziców było tylko kupienie dla Tima jedzenia i zadbanych ubrań oraz przyborów naukowych. Babcia dla Tima była najważniejsza, bo bez niej Tima życie nie miałoby sensu.

Przedmowa

Malutki, pięcioletni Timek leżał na trawie wpatrując się w chmury. Lizał dużego lizaka, który był prezentem od babci Basi. Tylko ona dbała o przyjemności dla Tima. Chłopiec ten był samotny.
- On jest dziwny, taki inny niż wszyscy - mówili wszyscy znający Tima. Jednak mały Tim miał wielkie ambicje, które ukrywał przed wszystkimi poza babcią Basią, z którą zresztą tylko rozmawiał. On miał przed sobą wielkie plany, które znała jedynie ukochana babcia.