Czy chcesz dowiedzieć się jak dalej potoczą się losy Tima? To zostań obserwatorem tej strony i często wchodź. :)









niedziela, 26 lutego 2012

Rozdział 10 - Miłosz, czy Kiko?

On! Facet w czarnym płaszczyku, czarnym kapeluszu, czarnych, lakierowanych butach oraz czarnych, przyciemnianych okularach. ON patrzył na Tima dziwnym wzrokiem przez swoje okularki i  miał satysfakcję z tego, że chłopiec się  bał. Niestety nie we wszystkich historiach bohaterowie są odważni. Weźmy więc takiego Timka. Zobaczył nagle dziwną, nieznaną mu postać przyglądającą mu się dziwnym wzrokiem. Nasz Tim po chwili wyparował z pokoju i pobiegł do kuchni czarownicy. Gdy ta zobaczyła go zdyszanego na krętych schodach powiedziała:
 - Koteczku, dlaczego tak biegniesz? Coś strasznego się wydarzyło?
 – T… t… aaa… k! Jakiś nieznany mi człowiek patrzył się na mnie jakby coś strasznego miał na myśli – wydyszał półgłosem chłopak.
 – A jak wyglądał?
 – Miał czarny płaszcz, czarny kapelusz, czarne, lakierowane buty oraz czarne przyciemniane okulary.
 – Oj, mój mały tych ludzi należy unikać. To zwolennicy Tatala. Nie można im wierzyć – to źli ludzie. Poczekaj mój chłopcze. Ja na chwilkę pójdę tylko coś sprawdzić. Tim posłusznie poczekał. Tymczasem czarownica poszła do swojej „norki”. Usiadła na swoim drewnianym, historycznym krzesełku, przysunęła czarodziejską kulę i położyła na niej swoje straszne, zmarszczone dłonie. Nagle zapadła cisza. Słychać było jedynie podmuch wiatru przeszywający mały domek. Momentalnie Mandragora zaczęła mruczeć pod nosem: „Ha, ha, hi, hu, ha, ha, hi, hu”. Coś zaiskrzyło i czarownica spojrzała w kulę. Chciała się upewnić, czy nikt nie czai się przy domku i nie poszukuje biednego chłopaczka. Uff! Nikogo nie było! Zatem Mandragora von Mart  spokojnie odetchnęła. Wyszła z pokoiku i  zasłoniła mosiężne zasłony do tajemniczego pomieszczenia. Za chwilę podeszła do Tima i pogłaskała go swoimi „szponami” po główce mówiąc:
 - Posil się i zaraz wyruszaj, bo babcia z pewnością już za tobą tęskni. Kobieta mimo, że czarownica miała instynkt matczyny. Kto wie może jest „mamuśką”. Jednak my wrócimy do historii Tima, bo o nim przecież mowa. Chłopiec rozumiejąc doskonale Mandragorę zjadł szybko posiłek i podziękował za gościnę. Zaraz był już przed starą „chałupką” czarownicy i biegł hen, hen daleko. Wiedział, że dotrze dopiero wieczorem, ale chciał być na miejscu jak najwcześniej – przy babci Basi. (…) Przybył na miejsce zziajany. Drzwi zastał zamknięte i okna również. Zapukał. Po chwili odezwało się znajome szuranie kapciami – matka Tima szła. Wyjrzała zza wizjera i mruknęła:
 - Ooo! Przyszedł! Nareszcie jesteś! Jesteś taki dziwny! Co żeś robił? Babcia mówiła, że bawiłeś się na dworze, ale gdy wyjrzała przez okno to już ciebie – ty chuliganie – nie było! Co myśmy się       naczekali, a ty nie wracasz i nawet nie przeprosisz. Tim nawet nie zdążył powiedzieć, a już zaczęła się awantura, że nie przeprosił.
– A teraz jeszcze milczysz! – odezwała się mama Tima otwierając drzwi. – Oczywiście ty jesteś nie taki jak inne dzieci. Jesteś rozpuszczony i tak nieodpowiedzialny! Już nigdy nie wyjdziesz z domu po szkole, a jeśli nawet to nikt nie będzie się denerwował. Wszyscy wpuszczą i wypuszczą – krótko. Po co tyle „nadaje” - powiedział w myślach chłopiec. Po chwili wszedł do domku. Babcia siedziała na kuchennym krzesełku i płakała za wnukiem. Reszta rodziny (rzecz jasna oprócz mamy chłopca spała). Bunia objęła czule chłopca i powiedziała, aby udał się spać, a rano porozmawiają. Tim posłusznie poszedł do łazienki. (…) Wszedł do swojego pokoju i usiadł na swoim ukochanym łóżeczku. Za chwilę był już pod kołdrą. Dostał duże zakwasy od biegu, ale mimo wszystko był szczęśliwy, że nic złego się nie stało.  Niestety nie mógł zasnąć, bo wciąż myślał czy ten tajemniczy „gość” to Kiko, czy może np. Miłosz. Po chwili zaśmiał się do siebie. Czemu akurat wybrał to imię. Jednak nasz młody bohater był tak zmęczony przygodą, która go spotkała, że zasnął.


Rozdział 9 - królik doświadczalny

Brodaty „gość” podszedł do Tima, wyciągnął do niego rękę i nagle… Tim zasnął. Kiko zabrał bezwładne ciało chłopca i przeniósł je do pokoju, który wyglądał jak salka szpitalna. Po chwili położył go na leżance i zawołał swojego „Pana”. Czarownik podszedł spokojnie do łóżka i położył rękę na głowie 12 – nastolatka szepcząc coś pod nosem. Następnie rzekł:
 - „Travilus – cumulus”. Natychmiast nad głową Tima pojawiła się ogromna, niebieska łuna. Starzec kiwnął głową w stronę Kiko i powiedział:
 - Miałeś rację. On o wszystkim wie, a ci „głupcy” (mieszkańcy Umpagampasji) piszą o nas jako bezimienni. Tak myślałem BESZCZELNOŚĆ!!! Zaraz wyczyścimy ten mały „móżdżek” chłopaka. Podaj szczyptę soli z Travilusa. Zobacz, a nie mówiłem, że taki dzieciak to się nie ochroni!
– „Panie” oto sól z Travilusa.
  – Dziękuję, myślę, że to powinno wystarczyć. Za dużo też nie można podać, bo to może spowodować duży zamęt w jego umyśle. Właśnie brodacz miał nasypać tej dziwnej mieszanki soli z Travilusem gdy chłopiec się zbudził i zobaczył jaki rytuał ma powstać nad jego głową, przestraszył się i wybiegł z „salki szpitalnej”. Czarownik wściekł się nie lada i wybiegł pędem (jak na swoje lata, bo miał 102 na karku). Tim pędził co sił w nogach, a trzeba powiedzieć, że był mistrzem w bieganiu. Wygrał nawet raz konkurs w bieganiu (krajowy). Nagle w oddali zobaczył małą chatkę. Stwierdził, że pobiegnie tam i przenocuje, a rano wróci do domu. Wiedział, że bunia Basia będzie się denerwowała, ale na pewno go zrozumie. W takiej sytuacji! Po dziesięciu minutach dobiegł do celu. Chata wyglądała na opuszczoną, ale z małego kominka tlił się jeszcze ogień. Mogły być dwie wersje wydarzeń: Primo; Ktoś nie lubi mieć za ciepło w domku, Secundo; Niedawno opuścił domostwo. Czarownika widać było już niedaleko. Nie miał czasu na zastanowienie. Zapukał. Usłyszał ciche stukanie obcasów. Otworzyła mu staruszka, a raczej czarownica. Tim nieśmiało zapytał:
 - Czy mógłbym u pani przenocować? To pilna sprawa! Proszę! Stara czarownica zrozumiała go i zaprowadziła do miłego wbrew pozorom domku. Zaraz wskazała swoimi długimi, brudnymi pazurami łóżko i Tim nie mogąc już wytrzymać ze zmęczenia zasnął(…). Rano gdy się obudził nie mógł przypomnieć sobie dlaczego przebywa w tym domku i w dodatku śpi na czyimś łóżku. Po chwili przyszła staruszka niosąc szklankę mleka i ciasteczka. Chłopiec momentalnie przypomniał sobie wcześniejsze wydarzenia. Przeleciały one przez jego głowę jak błyskawica. Nagle ocknął się i przywitał:
 - Dzień dobry.
 – Dobry? Wcale nie dobry! Raczej paskudny! A teraz wstawaj i jedz śniadanie. Masz szczęście, że akurat miałam coś w zapasie, bo zwykle mam tylko wystarczającą porcję dla siebie.
 – Dziękuję, a jak pani ma na imię?
 – Mnie pytasz?! Po co ci ta wiadomość? Jestem przecież tylko ohydną i brzydką wiedźmą. Dobrze, jak już pytasz to odpowiem. Zwą mnie Mandragora (jak taka roślina). Posil się więc i przyjdź. Porozmawiamy. Chłopiec sięgnął po szklankę mleka i obrócił się, aby zobaczyć widoki z okna. Zerknął i… cały zesztywniał, pobladł! Zdołał wyksztusić tylko: - Po… po… mmmm… ocy! Zaraz poczuł czyjś oddech na karku. To był…

sobota, 4 lutego 2012

Rozdział 8 - wilk i czarodziej

Zobaczył ogromnego, czarnego zwierza. Tym zwierzęciem był wilk o kruczo czarnej sierści. Leśny pies podbiegł do chłopca i zapytał:
- Chłopcze, co teraz robisz, o takiej porze? Może coś kopiesz?
- Nie, nic. Teraz przyszedłem tu, aby odetchnąć po męczącym dniu w szkole - skłamał Tim.
- A co ukrywasz za plecami? - zapytał chytrze wilk.
- Mam telefon. Właśnie pisałem wiadomość do mojej dziewczyny - odparł nasz bohater.
- Aha. Wiesz co ja jestem Kiko. Jeżeli chcesz to możesz się ze mną zaprzyjaźnić - odrzekł przymilnie zwierz.
- Yyyy! To super. Jestem bardzo uradowany.
- Wiesz, gdybyś poznał jakiś ludzi, którzy nazywają się mieszkańcami Umpagampasji nigdy ich nie słuchaj - pod żadnym pozorem nie wykonuj ich poleceń. Jeżeli jednak ich spotkasz i wdasz się z nimi w rozmowę to na pewno usłyszysz, że mnie krytykują. Nie słuchaj ich, bo oni są źli i mogą zrobić ci krzywdę. Dobrze to ja już kończę i idę do mojego domu w lesie.
Jednak wilk zamiast zawrócić do lasu ruszył w kierunku tylnej części drzewa i... naskoczył na Tima z tyłu. Chłopiec padł na trawę jak długi. Leżał na plecach i czuł okropny oddech zwierza. Po chwili był już nieprzytomny.
Obudził się dopiero następnego dnia. Zaspany powoli rozchylił powieki i zobaczył, że nie leży już na trawie pod drzewem przed domem tylko w grocie z kamienia. Chłopiec pamiętał wszystko do momentu, gdy wilk naskoczył na niego.
Tak naprawdę zły wilk przytargał go do groty w lesie i zostawił na noc. Pytanie tylko jedno: Po co go tam zaniósł?
Chłopiec tym czasem przyglądał się jak wygląda grota. Po dwóch minutach stwierdził, że ktoś kto tu mieszka lubi czary (jeżeli coś takiego istnieje). Widać było, że jest to człowiek, który nie dba o porządek i czystość mieszkanka (tak to nazwę, bo była to dosłownie mysia nora). Tim z zaskoczeniem przyglądał się freskom, które przedstawiały jakieś historie. Przypominały one trochę komiksy tylko, że przedstawiały magiczne sytuacje.
Nagle nasz bohater usłyszał jakieś głosy i natychmiast udał, że śpi.
- Nadal śpi, widzisz? Po coś ty go tu przyprowadził? Żeby leżał? - powiedział staruszek z długą brodą.
- Przecież wiesz, że nie mam wpływu kiedy się obudzi - odparł drugi osobnik w czerwonej masce.
- To zrób coś. Masz go natychmiast obudzić! - odrzekł staruszek - dalej Kiko.
Następnie Kiko podszedł do mnie i z całej siły poszturchnął mnie.
- Aaaaaaaaaaaaa! - wrzasnął Tim.
- No widzisz "szefuniu" obudziłem chłopaczka.
Mhhhhhhhhhhhhhhh. Pamiętam, że znam kogoś kto ma na imię Kiko - pomyślałem - zaraz, zaraz czy to nie był ten wilk, którego poznałem w lesie? Tak to on. Pewnie zmienił się w człowieka. Wszystko dzieje się tak, jak mówili mieszkańcy Umpagampasji.
- Mały - usłyszałem głos za plecami.
- Co? - opowiedziałem.
- Czy nie mógł byś wstać i przywitać się z nami? - odpowiedział brodacz.
- Mogę, ale nie chce.
- Uuuuuuuu! Odważny chłopaczek!
- Może i tak.
- Dobra mniejsza o to. Czy chcesz coś zjeść?
- Tato! - krzyknął Kiko.
- Przepraszam - odparł brodacz.
Po czym poszedł wraz z Kiko na naradę. nasz nastoletni bohater spojrzał na zegarek, aby upewnić się, która godzina. Była 21:21. Zegar od wyjścia Tima przesunął się tylko o minutę. Nagle usłyszał dochodzące głosy. Na tę wieść Timowi zmroziło krew w żyłach.