Czy chcesz dowiedzieć się jak dalej potoczą się losy Tima? To zostań obserwatorem tej strony i często wchodź. :)









czwartek, 10 maja 2012

Sorry!

Niestety muszę zrobić przerwę w pisaniu. Może długą, a może krótką. Nie mam ostatnio za wiele pomysłów na dalszy ciąg powieści. Może utworzę jeszcze kolejnego blogga. Jeżeli będziecie mieli pomysły na kontynuowanie mej prozy to piszcie w komentach. :(
Założyłam także nowego bloga, oto adres: www.swiatmelisy.blogspot.com

sobota, 5 maja 2012

Rozdział 15 - nowi znajomkowie

Tim obudził się rano ze świadomością, iż nie będzie to dzień jak zawsze. Powoli wstał, pościelił łóżko i ubrał się. Gdy wszystkie swoje codzienne powinności wykonał usiadł spokojnie na łóżeczku wiedząc, że dzisiaj spędzi pierwszą noc w sierocińcu - bez babci, rodzeństwa i niemiłych rodziców. Po chwili namysłu wstał i wziął swój ulubiony, wytarty plecak, wcisnął tam bluzkę i spodnie na zmianę, a także tajemniczy przewodnik, list i szkatułkę od babci. Dodał także ulubiony długopis, notatnik i zdjęcie buni Basi. Było jeszcze trochę luzu w kieszeni plecaka, więc włożył tam jeszcze trampki, aby nie mieć tylko tych "brzydkich" z domu dziecka. Nagle usłyszał głos wchodzenia po schodach. Szli mama oraz tata. Po chwili drzwi jego pokoju zaskrzypiały. W sypialni Tima pojawili się rodzice. Matka podeszła nieśmiało do chłopca i powiedziała poważnym i zarazem głupawym głosem:
- Tim, synu mój nadeszła chwila, w której powinieneś się o czymś dowiedzieć. Będziesz musiał zamieszkać w sierocińcu...
Matka nie zdążyła dokończyć gdyż wściekły Tim nie mógł wytrzymać więc ryknął:
- Czemu ja? Czemu nie inni? Co ja jestem gorszy? Ha! Gdy będę już dorosły odwdzięczę się za waszą troskę!
Rodzice zrobili tylko gest, aby się szybko zebrał i poszedł do samochodu. Tim dopakował szybko MP5 (wynaleźli już wtedy takie urządzenie. Było ono takie jak MP4 tylko dodali aplikację ściągania piosenek z internetu i karaoke - można z lyrics). Chłopak usiadł na tylne miejsce Nissana Navary i ruszyli. Terenowe auto jechało z prędkością 100 na godzinę. W tle "leciało" Gotye "Somebody that I used to know". Przy tej piosence nic się nie liczy - ona daje wszystko. Zajechali przed sierociniec właśnie gdy muzyka ucichła. Tim wyszedł przed budynek, matka odjechała, a ten zadzwonił dzwonkiem. Po dwóch minutach do drzwi podeszła miło wyglądająca pani w długich włosach i zapytała o co chodzi.
- Moi rodzice mają problem z narkotykami. Już nie wytrzymywałem z nimi... A co ja pani będę opowiadał - chciałem zacząć nowe życie - powiedział Tim wiedząc, że rodzice na pewno mieli jakiś inny powód, aby zostawiać go w domu dziecka.
Pani nic nie odpowiedziała. Zapewne rozumiała doskonale niby - powód dla, którego Tim tu trafił. Po chwili szedł już razem z panią. Weszli do dużej sali. Nagle usłyszał za swoimi plecami głos pani:
-Dzieci już, już. Przedstawcie się.
- Cześć, siema jestem Buła- odparł niski, krępy chłopak przypominający przywódcę.
- Hejka - odrzekł chudy, niepozorny chłopina.
Nikogo w sali więcej nie zauważył. Momentalnie usłyszał cichy, słodki głosik z dołu:
- Bobo, Bobo, Bobo, a guuuuuuuuuuuuuuu - był to mały bobas, którego Buła kiedyś nazwał Bobo i tak po prostu zostało.
Mały kimnął po chwili na ziemi, w dogodnym miejscu jak dla malca. Każdy wie, że dobre miejsce dla tak małego dzieciaka może być nawet w śmietniku. Wracając jednak do Tima ten milczał i rejestrował zachowania pozostałych. Ciekawiło go jedno: Jacy się okażą?

sobota, 7 kwietnia 2012

Rozdział 14 - tajemnica

Że biedaczka wyzionęła ducha. Niedługo później przyszli  Liza i Rick. Teraz już wszyscy klęczeli przy babci i nie mogli pogodzić się z jej ŚMIERCIĄ. W powietrzu wisiała przerażająca cisza. Słońce niczym spalona moneta przedzierało się promieniami przez kuchenne okiennice i idealnie rozświetlało bladą i bez wyrazu twarz babci Basi. Chłopiec poczuł dziwne ukłucie w sercu. Gdy cała śmietanka towarzyska poszła już do swych pokoi wydarzyło się coś niezwykłego. Nagle bezwładne ciało buni uniosło się nad ziemią i zamieniło w ciało bielutkiego i uroczego cherubinka. Usta anioła - liliputa otworzyły się i z ledwością wydusiły:
- " Jutro przeczytaj list, jest w moim 10 - wiecznym skarbie."
Tim był ciekaw co to ten skarb i gdzie się skrywa lecz babcia chciała, aby otworzył go jutro.
- No, pewnie przecież babcia Basia musiała wiedzieć o swej śmierci wcześniej, bo miała czas na napisanie listu - rozmyślał chłopak. - Czemu mi o tym nie powiedziała?
Ta ostatnia zagadka wciąż chodziła Timowi po głowie. Zaraz jednak wszystkie jego myśli rozmyły się, gdyż postać aniołka w loczkach znikła. Pozostał tylko wznoszący się wciąż w powietrzu złoty pył. Jakby na znak żałoby orchidea stojąca na parapecie zwiędła, a paląca się żarówka jarzeniówki przepaliła się. Nagle na całym świecie zerwała się burza, we wszystkich morzach i oceanach nastał sztorm i tsunami, a w parze z nim tornado. Przecież bunia Basia nie była nikim wielkim, nikim niezwykłym, chyba zwykłą bunią! Momentalnie z sufitu posypały się płatki róż.
 To nie "Alicja w krainie czarów" - powtarzał sobie w myślach Tim - ty nie jesteś w bajce, wszystko idzie gładko, jak po maśle.
 Chłopak nie wytrzymał i pobiegł czym prędzej do swojego pokoiku. Tam usiadł na łóżku i przeczytał krótki rozdział książki którą dostał od babci - "Margo" - niby dla dziewczyn, ale Timowi zawsze się podobała. Kochał on bowiem fantastykę. Wspomnienia teraz cały czas śmigały w jego mózgownicy. Chociażby to, jak czytał z bunią "Margo". Trochę świat książki pomieszał mu się po chwili z rzeczywistością i nawet stwierdził, że babcię Basię porwała zła Mona Many, która zawiozła go do zamku Zazuzizuzal na wyspie Mururu. Czy to był sen na jawie, czy zwyczajne myśli tego nie wiedział, a już jutro miał nadejść pierwszy dzień bez śniadanka buni!

środa, 4 kwietnia 2012

Rozdział 13 - moc kłopotów

Okazało się, że babeczki działały nie tylko na humorki, ale także na pamięć. Tim niestety zapomniał o wszystkim związanym z postacią żaby. Teraz spał. Jutro miała nadejść sobota, niestety tylko zwykła sobota, bo przecież nie miał już z kim pójść do parku. Następnego dnia wstał, odrobił lekcje i biegiem narzucił na siebie wytarte już sztruksy i śnieżnobiałą t - shirtkę oraz granatowe trampki. Chłopak nie należał do modnisiów, ale zawsze miał w szafie modne ciuchy. Nagle - wracając do Tima - z dołu usłyszał jakieś głosy:
- Dziś wyglądasz okropnie! Różowy, czerwony i jaskrawy. Fuj! - wrzeszczał tata.
- Hmm! Chyba coś śmierdzi - to twoje okropne skarpetki! - odparowała mama.
Od kilku tygodni dzień w dzień kłócili się zażarcie. Doszło to do tego stopnia, stwierdzili, iż zwyczajnie wezmą rozwód. Dziś właśnie miała odbyć się rozprawa. Mama na tę okazję założyła swoją ulubioną, zwiewną suknię, a tata garnitur ze swoją spinką do mankietu za 250zł kupioną w aparcie. Kochał on bowiem mieć modny zegarek, czy drogą, złotą spinkę do mankietu. Timowi i tak było wszystko jedno. Przecież i tak całe życie spędzał z babcią. Bunia Basia była jednak bardzo podenerwowana więc jej ukochany wnuczek musiał parzyć dla niej herbatkę z melisą i podawać obiad w formie zupki w proszku. Gdy chłopiec siedział sobie zmęczony bieganiem i pomaganiem babci i odrabiał zadanie domowe z języka angielskiego pisząc na tablecie nagle usłyszał krzyk:
- Pomocy!!!
Dobiegał on z kuchni. Tim słysząc to pobiegł czym prędzej na dół, a tam zobaczył babcię, która leżała na podłodze... Po prostu UMARŁA... Chłopiec nie był pewny, ale to chyba był zawał serca... Tak. Babcia od zawsze miała problemy z sercem. Ale i tak nie miał pewności... Cóż mógł teraz zrobić? W domu był sam. Nie było w pobliżu też doświadczonego lekarza, a gdyby nawet, nie miał klucza więc nie zostawiłby przecież domu w takim stanie. Łzy napłynęły mu do oczu, a po chwili już jako wielkie krople spływały mu po bladych ze strachu policzkach. Chłopak zwątpił co ma wreszcie począć. [...]  Rodzice Tima wrócili w końcu po rozprawie i zastali Tima płaczącego nad ciałem babci. Sprawdzili czy bije jej serce i okazało się, że...

środa, 14 marca 2012

Rozdział 12 - żaba

Gdy Tim siedział sobie wygodnie na kanapie i słuchał muzyki (Adele była nawet w 2019 roku modna. Stała się ponadczasowa.) zza okna widać było przyklejoną do szyby językiem żabę. Tim nie wiedział o tym. Zaraz wstał żeby spojrzeć na zanikające słońce na horyzoncie. Niestety żaba cudem zniknęła i chłopiec nie miał okazji jej zobaczyć. Była wiosna. Kwiaty już zakwitły. Aż chciało się je zrywać. Tim spojrzał na zegarek. Była godzina 20. 20. To niemożliwe, nikt go nie kocha. JUŻ NIKT!!! Zaraz usłyszał z kuchni wołanie babci:
- Timuś, kotusiu! Zejdź proszę na dół.
Chłopiec ruszył się momentalnie z miejsca. Wydawało mu się, że przecież bunia Basia go wołała, ale w salonie nikogo było. Poszedł zatem do kuchni. A tam... tam zobaczył tylko żabę. Co ona tu robiła? - to pytanie wciąż chodziła mu po głowie. Nagle żaba zmieniła się w BABCIĘ BASIĘ!!!
Babcia wiedziała, iż jest na pewno bardzo przestraszony więc poczęstowała go babeczkami poprawiającymi humorki.

sobota, 10 marca 2012

Rozdział 11 - afera

Złamane serceTim wstał. Niestety był jeszcze niewyspany więc nie zbyt mu było to na rękę. Ale do szkoły trzeba było iść. Zjadł śniadanie, na które miał mozarellę z pomidorem (to co uwielbiał) i parodię kawy, którą właściwie sam zrobił. Dokończył serek i pomidory oraz zimną już inkę. Następnie wsunął piórnik i książki do plecaka i ruszył do "domu strachów" (szkoły). (...) Stanął na chwilę przed budynkiem, poparzył na ceglane ściany "męczerni" do której zaraz miał wejść. Po chwili był już w środku i patrzył aż przyjdzie Natalia. Nagle zobaczył ją daleko. Początkowo był bardzo uradowany, ale gdy zobaczył, że ona całuje się z innym chłopakiem i dodatkowo jej styl ciut się zmienił to zrzedła mu mina. Natalia - jego dziewczyna go zdradzała! Jej to nigdy by oto nie posądzał! Natomiast jej ubiór! Strasznie! Miała na sobie czarne dżinsy, czerwone, lakierowane martensy i czarną koszulkę oraz naszyjnik z trupią czaszką. O nie! To poprostu okropne! Ona spotykała się z Włodkiem! To go już przerastało. Zaraz usłyszał zza swoich pleców drwiny: "Timuś, Timuś! Biedaczysko, patrzy się jak te bezdomne psy z wielkimi oczami!". Zaraz wszyscy w śmiech. Szkoda tylko, że naszego bohatera nikt nie lubił. Zadzwonił dzwonek. Przytruptała do nich Buła i otworzyła zwinnie białe, klasowe drzwiczki. Gdy wszyscy weszli już do środka i usiedli na swoich wygodnych krzesełkach Buła powiedziała iż
mają zanotować: Subject: Animals.
- Dobrze, a teraz Malinka podaj mi proszę jak po angielsku nazywa się żyrafy i nietoperza.
- Yyyy! Proszę pani może mi pani wpisać minusa za to, żę nie umiem odpowiedzieć?
- Świetnie! To nam wychodzi już jedyneczka. Czy pannę Malinkę usatysfakcjonowała pała? Myślę, że nieźle nawet wyszło. Oooo! Średnia wychodzi aż 3.26!!! Brawo, oklaski dla panny Malinki za bardzo dobre wyniki. No to teraz zapytam o to samo możeeeee... Tima! Super.
- No to giraffe i bat.
- Świetnie.
(...) Na następnej lekcji była przyroda. Pani oddała sprawdziany. Wszyscy oprócz Natalii dostali jedynki. Ta klasa nie była dobra ani z przyrody, ani z języka polskiego. Dlatego wszyscy oblali test szóstoklasistów przyrody i spokojnie wyszli ze szkoły. Tim nie chciał już nikogo widzieć więc pobiegł  czym prędzej do domu, aby ustalić z bunią ważne sprawy dotyczące magii póki nie ma rodziców. W domu usiadł na krześle w kuchni i zjadł rosół oraz naleśniczki z powidłami. Następnie poszedł usiąść na kanapie i założył ręce pod ramiona, aby pokazać, że czeka na babcia Basia coś powie.
- Dlaczego byłeś u Mandragory? - zapytała z zaciekawieniem babcia
- Najpierw porwał mnie Kiko, potem zaprowadził do czarodzieja, a tam chcieli mi wyssać wszystkie informacje o nich. Jednak ja się nie dałem i uciekłem do domku Mandragory von Mart, bo był najbliżej i tam przenocowałem. Wieczorem zobaczyłem chyba Kiko, ale był ubrany cały na czarno. Wyglądał jak nietoperz. A potem rano wróciłem do domu i resztę sama już znasz.
- Tak, tak. Goret miał rację. O nie oni już wiedzą! Wysłali również nietoperzy! Niestety Tim musimy iść do pewnego pokoju. Musimy zasymulować grypę. Chodź. Tu masz proszek różany. Musisz pomieszać go z hesbatą i wypić. No, dalej.
- Ok.
Chłopiec wypił magiczną herbatkę i nagle poczuł, że robi mu się źle.
- Nie pójdziesz przez kilka dni do szkoły,bo mam dużo informacji do przekazania. Wiesz sprawy, które niedługo zaistnią. Mam nadzieję, że przeżyjesz te męczarnie będąc chory, ale tylko tak nas nikt nie usłyszy. Dobra, wiem, że jesteś załamany z powodu Natalii, ale mam nadzieję, że w końcu znajdziesz sobie kogoś, a teraz odpocznij i odrób zadania domowe. Porozmawiamy pod wieczór.
- Dobrze. No to idę.
Tim poszedł zatem do pokoju i zaczął słuchać muzyki. Był zły i na wyniki z testu i na Natalię.

niedziela, 26 lutego 2012

Rozdział 10 - Miłosz, czy Kiko?

On! Facet w czarnym płaszczyku, czarnym kapeluszu, czarnych, lakierowanych butach oraz czarnych, przyciemnianych okularach. ON patrzył na Tima dziwnym wzrokiem przez swoje okularki i  miał satysfakcję z tego, że chłopiec się  bał. Niestety nie we wszystkich historiach bohaterowie są odważni. Weźmy więc takiego Timka. Zobaczył nagle dziwną, nieznaną mu postać przyglądającą mu się dziwnym wzrokiem. Nasz Tim po chwili wyparował z pokoju i pobiegł do kuchni czarownicy. Gdy ta zobaczyła go zdyszanego na krętych schodach powiedziała:
 - Koteczku, dlaczego tak biegniesz? Coś strasznego się wydarzyło?
 – T… t… aaa… k! Jakiś nieznany mi człowiek patrzył się na mnie jakby coś strasznego miał na myśli – wydyszał półgłosem chłopak.
 – A jak wyglądał?
 – Miał czarny płaszcz, czarny kapelusz, czarne, lakierowane buty oraz czarne przyciemniane okulary.
 – Oj, mój mały tych ludzi należy unikać. To zwolennicy Tatala. Nie można im wierzyć – to źli ludzie. Poczekaj mój chłopcze. Ja na chwilkę pójdę tylko coś sprawdzić. Tim posłusznie poczekał. Tymczasem czarownica poszła do swojej „norki”. Usiadła na swoim drewnianym, historycznym krzesełku, przysunęła czarodziejską kulę i położyła na niej swoje straszne, zmarszczone dłonie. Nagle zapadła cisza. Słychać było jedynie podmuch wiatru przeszywający mały domek. Momentalnie Mandragora zaczęła mruczeć pod nosem: „Ha, ha, hi, hu, ha, ha, hi, hu”. Coś zaiskrzyło i czarownica spojrzała w kulę. Chciała się upewnić, czy nikt nie czai się przy domku i nie poszukuje biednego chłopaczka. Uff! Nikogo nie było! Zatem Mandragora von Mart  spokojnie odetchnęła. Wyszła z pokoiku i  zasłoniła mosiężne zasłony do tajemniczego pomieszczenia. Za chwilę podeszła do Tima i pogłaskała go swoimi „szponami” po główce mówiąc:
 - Posil się i zaraz wyruszaj, bo babcia z pewnością już za tobą tęskni. Kobieta mimo, że czarownica miała instynkt matczyny. Kto wie może jest „mamuśką”. Jednak my wrócimy do historii Tima, bo o nim przecież mowa. Chłopiec rozumiejąc doskonale Mandragorę zjadł szybko posiłek i podziękował za gościnę. Zaraz był już przed starą „chałupką” czarownicy i biegł hen, hen daleko. Wiedział, że dotrze dopiero wieczorem, ale chciał być na miejscu jak najwcześniej – przy babci Basi. (…) Przybył na miejsce zziajany. Drzwi zastał zamknięte i okna również. Zapukał. Po chwili odezwało się znajome szuranie kapciami – matka Tima szła. Wyjrzała zza wizjera i mruknęła:
 - Ooo! Przyszedł! Nareszcie jesteś! Jesteś taki dziwny! Co żeś robił? Babcia mówiła, że bawiłeś się na dworze, ale gdy wyjrzała przez okno to już ciebie – ty chuliganie – nie było! Co myśmy się       naczekali, a ty nie wracasz i nawet nie przeprosisz. Tim nawet nie zdążył powiedzieć, a już zaczęła się awantura, że nie przeprosił.
– A teraz jeszcze milczysz! – odezwała się mama Tima otwierając drzwi. – Oczywiście ty jesteś nie taki jak inne dzieci. Jesteś rozpuszczony i tak nieodpowiedzialny! Już nigdy nie wyjdziesz z domu po szkole, a jeśli nawet to nikt nie będzie się denerwował. Wszyscy wpuszczą i wypuszczą – krótko. Po co tyle „nadaje” - powiedział w myślach chłopiec. Po chwili wszedł do domku. Babcia siedziała na kuchennym krzesełku i płakała za wnukiem. Reszta rodziny (rzecz jasna oprócz mamy chłopca spała). Bunia objęła czule chłopca i powiedziała, aby udał się spać, a rano porozmawiają. Tim posłusznie poszedł do łazienki. (…) Wszedł do swojego pokoju i usiadł na swoim ukochanym łóżeczku. Za chwilę był już pod kołdrą. Dostał duże zakwasy od biegu, ale mimo wszystko był szczęśliwy, że nic złego się nie stało.  Niestety nie mógł zasnąć, bo wciąż myślał czy ten tajemniczy „gość” to Kiko, czy może np. Miłosz. Po chwili zaśmiał się do siebie. Czemu akurat wybrał to imię. Jednak nasz młody bohater był tak zmęczony przygodą, która go spotkała, że zasnął.