- Koteczku, dlaczego tak biegniesz? Coś strasznego się wydarzyło?
– T… t… aaa… k! Jakiś nieznany mi człowiek patrzył się na mnie jakby coś strasznego miał na myśli – wydyszał półgłosem chłopak.
– A jak wyglądał?
– Miał czarny płaszcz, czarny kapelusz, czarne, lakierowane buty oraz czarne przyciemniane okulary.
– Oj, mój mały tych ludzi należy unikać. To zwolennicy Tatala. Nie można im wierzyć – to źli ludzie. Poczekaj mój chłopcze. Ja na chwilkę pójdę tylko coś sprawdzić. Tim posłusznie poczekał. Tymczasem czarownica poszła do swojej „norki”. Usiadła na swoim drewnianym, historycznym krzesełku, przysunęła czarodziejską kulę i położyła na niej swoje straszne, zmarszczone dłonie. Nagle zapadła cisza. Słychać było jedynie podmuch wiatru przeszywający mały domek. Momentalnie Mandragora zaczęła mruczeć pod nosem: „Ha, ha, hi, hu, ha, ha, hi, hu”. Coś zaiskrzyło i czarownica spojrzała w kulę. Chciała się upewnić, czy nikt nie czai się przy domku i nie poszukuje biednego chłopaczka. Uff! Nikogo nie było! Zatem Mandragora von Mart spokojnie odetchnęła. Wyszła z pokoiku i zasłoniła mosiężne zasłony do tajemniczego pomieszczenia. Za chwilę podeszła do Tima i pogłaskała go swoimi „szponami” po główce mówiąc:
- Posil się i zaraz wyruszaj, bo babcia z pewnością już za tobą tęskni. Kobieta mimo, że czarownica miała instynkt matczyny. Kto wie może jest „mamuśką”. Jednak my wrócimy do historii Tima, bo o nim przecież mowa. Chłopiec rozumiejąc doskonale Mandragorę zjadł szybko posiłek i podziękował za gościnę. Zaraz był już przed starą „chałupką” czarownicy i biegł hen, hen daleko. Wiedział, że dotrze dopiero wieczorem, ale chciał być na miejscu jak najwcześniej – przy babci Basi. (…) Przybył na miejsce zziajany. Drzwi zastał zamknięte i okna również. Zapukał. Po chwili odezwało się znajome szuranie kapciami – matka Tima szła. Wyjrzała zza wizjera i mruknęła:
- Ooo! Przyszedł! Nareszcie jesteś! Jesteś taki dziwny! Co żeś robił? Babcia mówiła, że bawiłeś się na dworze, ale gdy wyjrzała przez okno to już ciebie – ty chuliganie – nie było! Co myśmy się naczekali, a ty nie wracasz i nawet nie przeprosisz. Tim nawet nie zdążył powiedzieć, a już zaczęła się awantura, że nie przeprosił.
– A teraz jeszcze milczysz! – odezwała się mama Tima otwierając drzwi. – Oczywiście ty jesteś nie taki jak inne dzieci. Jesteś rozpuszczony i tak nieodpowiedzialny! Już nigdy nie wyjdziesz z domu po szkole, a jeśli nawet to nikt nie będzie się denerwował. Wszyscy wpuszczą i wypuszczą – krótko. Po co tyle „nadaje” - powiedział w myślach chłopiec. Po chwili wszedł do domku. Babcia siedziała na kuchennym krzesełku i płakała za wnukiem. Reszta rodziny (rzecz jasna oprócz mamy chłopca spała). Bunia objęła czule chłopca i powiedziała, aby udał się spać, a rano porozmawiają. Tim posłusznie poszedł do łazienki. (…) Wszedł do swojego pokoju i usiadł na swoim ukochanym łóżeczku. Za chwilę był już pod kołdrą. Dostał duże zakwasy od biegu, ale mimo wszystko był szczęśliwy, że nic złego się nie stało. Niestety nie mógł zasnąć, bo wciąż myślał czy ten tajemniczy „gość” to Kiko, czy może np. Miłosz. Po chwili zaśmiał się do siebie. Czemu akurat wybrał to imię. Jednak nasz młody bohater był tak zmęczony przygodą, która go spotkała, że zasnął.
Ciekawe, ciekawe... :) Czekam na kolejne wpisy ;) Pa! <3
OdpowiedzUsuńTo dobrze!!! Cieszę się! Wiesz co nie mam czasu pisać więc pewnie kolejny rozdział opublikuję w weekend. :( Super, że mimo wyjazdu sprawdzasz!!! :) ;)
OdpowiedzUsuńSuper!
OdpowiedzUsuńPS. Wiem już, jak się robi zakładki. Odkryłam to i powiem ci w szkole!! ;)
Fajnie!!!
OdpowiedzUsuń